00023100002310.tumblr.com

dead inside
Tags ()

    oksymoronia:

    “I dziecko, musisz kochać siebie. Musisz budzić się o czwartej rano, parzyć czarną kawę i patrzeć na ptaki tonące w mroku świtu. Musisz usiąść obok człowieka na dworcu, który czyta twoją ulubioną książke, i zacząć rozmowę. Po złym dniu musisz przyjść do domu i sparzyć swoją skóre prysznicem. Potem musisz wyprać całą twoją pościel aż będzie pachnieć cytrynowym detergentem, który kupiłeś w sklepie obok za cztery dolary. Musisz przestać wszystko brać tak do siebie. Nie jesteś księżycem całującym czarne niebo. Musisz skomplementować komuś krzywe brwi na targach sztuki i powiedzieć mu, że jego oczy przypominają ci zielone baseny w środku lipca. Musisz przestać się wściekać o rzeczy, które nie będą miały znaczenia w ciągu dwóch lat. Śpij długo w soboty i wstawaj wcześnie w niedziele. Przestań się martwić tym, co jej powiesz kiedy się dowie. Przestań wkońcu myśleć dlaczego przestało mu na tobie zależeć, więcej niż sześć miesięcy temu. Przestań pytać wszystkich o zdanie. Pierdol to. Kochaj siebie, dziecko. Musisz kochać siebie.”

    tłumaczone z intractably

    (via

    alyeskacocaine

    )

    To jest jeden z najlepszych tekstow jakie czytalam

    (via zapczi)

    wzruszenia:

    “Zapytała mnie pani wcześniej, czym jest “robienie” w miłości. Moim zdaniem kochanie to jest dbanie. To jest pielęgnowanie. Miłość to jest ogród. Kiedy może pani powiedzieć, że kocha pani kota, tak żeby pani ktoś w to uwierzył? Kiedy ten ktoś zobaczy, że ten kot jest zadbany, najedzony, zadowolony. A gdyby jeszcze potrafił mówić, to na pytanie: “Dobrze ci z tą miłością”, odpowiedziałby: “Tak, bardzo dobrze”. Prawdziwa miłość ma na uwadze dobro drugiej osoby.”

    dr Bartłomiej Dobroczyński w rozmowie z Agnieszką Jucewicz, “Wysokie Obcasy Extra" nr 189, wydanie z dnia 16/08/2018

    polskie-zdania:

    Kończyłam pracę, świeciło słońce, a ja nie miałam co ze sobą zrobić. Nie chciałam nikogo spotykać, bo ciągle pytali, jak się czuję, jak mi jest, a czy lepiej, że minie, że się polepszy, że jeszcze kogoś spotkam, że zapomnę, że kiedykolwiek się tak czułam, że zaraz, już, za chwilę, za miesiąc, zaraz jak zacznie się wiosna i zrobi się zielono - że zapomnę, że kiedykolwiek cokolwiek czułam, że dostanę amnezji, pierdolnę się w głowę i będę tarzać się w szczęściu jak popierdolona, a w ogóle to powinnam pójść na jogę, bo to wycisza, pojechać do Nepalu i zacząć medytować, a już na pewno nie jeść glutenu i pić dużo wody z cytryną. Ciężko wzdychałam, rozglądałam się dookoła i po krótkim namyśle wiedziałam, że nie mam też po co wracać do domu, bo nikt tam na mnie nie czeka. Nienawidziłam mieć wolnego czasu, więc chodziłam. Sama, wieczorami i nocami. Chodziłam i myślałam. Jeździłam tramwajami i płakałam. Ciągle płakałam. Czytałam książki, jadłam byle jeść i piłam hektolitry herbaty. Płakałam w książkach, nad makaronem i do kubka. Pod prysznicem. W drodze do pracy. Z pracy. Na zakupach. Wybierając sztuczny sos do makaronu. Odrzucając świderki na rzecz muszelek. Gotując, zmywając, myjąc się i śpiąc. Płakałam. I chodziłam. Non stop chodziłam, żeby zapchać czas. Wolnym krokiem, raz, dwa, trzy, uczyłam się żyć. Funkcjonować. Normalnie jeść. Kłaść się. Spać. Budzić. Wstawać. Robić rzeczy. Normalne rzeczy, które robią normalni ludzie. Rzeczy, które muszę, rzeczy, które powinnam, rzeczy, które mogę, bo kiedyś były dla mnie czystą przyjemnością. Jak dziecko, które dopiero uczy się chodzić, uczyłam się żyć. Uczyłam się wypełniać wolny czas. Raz. Dwa. Trzy. Krok po kroku. Przeglądałam stare zdjęcia, czytałam rozmowy i zastanawiałam się, kim jest ta osoba, która tak pięknie uśmiecha się na fotografiach i tak pięknie radzi innym, co robić. Jak żyć. Grzebałam widelcem w pomidorowej brei i w trakcie znów zaczynałam płakać. I myślałam. Myślałam, że przecież kupiłam bezglutenowy makaron, więc dlaczego, do chuja, nie jest mi ani trochę lepiej?

     -Marta Kostrzyńska; fragment czegoś, co powstaje