“Irytuje mnie przymus bycia szczęśliwym, ten nieustępliwy pragmatyzm i optymizm. Szczęście stało się dziś obowiązkiem, ludzie smutni czy melancholijni postrzegani są jak nieudacznicy. Tymczasem w życiu jednostki i w życiu zbiorowości dzieją się rzeczy bolesne, przerażające, okropne. I może warto się z nimi zmierzyć inaczej niż przez optymistyczne machnięcie ręką. (…) ta nieustanna afirmacja wyklucza coś, co sobie cenię i w sobie, i w innych - niezgodę na świat, niezgodę na niesprawiedliwość. Ja nie chcę z uśmiechem na ustach wygrywać kolejnych etapów wyścigu, ja się chcę konfrontować z tym, że wokół dzieją się dobre i złe rzeczy. (…) więc ja chcę zareklamować rozpacz, ten stan ducha, kiedy wiemy, że jest beznadziejnie, a będzie gorzej. Mamy prawo do rozpaczy. Optymizm małych kroków, przekonanie, że nawet jeśli jest źle, to będzie dobrze, a jeśli nie, to i tak lepiej o tym nie myśleć, ma fatalny wpływ na osoby, które naprawdę są w złej sytuacji. Bezpłodna kobieta bezustannie słyszy, że na pewno w końcu jej się uda - to jest dodatkowe źródło cierpienia i alienacji. Także człowiek, który umiera na raka, nie chce słyszeć, że wszystko będzie dobrze. Dajmy ludziom prawo do pożegnania się z nadzieją. Rozpacz bywa sensowna. Jest przyznaniem, że życie nie jest sprawiedliwe i czasem musimy przegrać. A wtedy potrzebujemy innych ludzi, którzy z nami tę rozpacz podzielą.”

    — Agnieszka Graff

    honigimohr

    “When Hades decided he loved this girl he built for her a duplicate of earth, everything the same, down to the meadow, but with a bed added. Everything the same, including sunlight, because it would be hard on a young girl to go so quickly from bright light to utter darkness Gradually, he thought, he’d introduce the night, first as the shadows of fluttering leaves. Then moon, then stars. Then no moon, no stars. Let Persephone get used to it slowly. In the end, he thought, she’d find it comforting. A replica of earth except there was love here. Doesn’t everyone want love? He waited many years, building a world, watching Persephone in the meadow. Persephone, a smeller, a taster. If you have one appetite, he thought, you have them all. Doesn’t everyone want to feel in the night the beloved body, compass, polestar, to hear the quiet breathing that says I am alive, that means also you are alive, because you hear me, you are here with me. And when one turns, the other turns— That’s what he felt, the lord of darkness, looking at the world he had constructed for Persephone. It never crossed his mind that there’d be no more smelling here, certainly no more eating. Guilt? Terror? The fear of love? These things he couldn’t imagine; no lover ever imagines them. He dreams, he wonders what to call this place. First he thinks: The New Hell. Then: The Garden. In the end, he decides to name it Persephone’s Girlhood. A soft light rising above the level meadow, behind the bed. He takes her in his arms. He wants to say I love you, nothing can hurt you but he thinks this is a lie, so he says in the end you’re dead, nothing can hurt you which seems to him a more promising beginning, more true.”

    — Louise Glück (via facina-oris)